Wszechświat Matczynych Dłoni
|
Syrop Twego spojrzenia gęstnieje na mych powiekach, by wolno i ociężale spłynąć do mego serca.
Długie godziny mroku dodają słodyczy niemej adoracji.
W lśniącym futrze nocy nikniemy przed ludzkim wzrokiem.
Zakamuflowane słodyczą i lśniącym ciepłem naszych kobiecych marzeń.
* * *
Świt – krzepnący rosą na trawie. Świt – krzepnący jutrzenką na niebie. Świt – krzepnący szronem na szybie. Świt – krzepnący dotykiem Twych ust na mojej rzęsie.
* * *
Moje ręce – gestykulujące modlitwą – zahaczają o Twoje Serce strącając z nieba – Niebo. Moje ręce – gestykulujące modlitwą – przemieniają świat.
* * *
Moje modlitwy – lipowe szelesty za plecami Twego leśniowskiego kościoła.
Moje modlitwy – wschody miłości, schody samotności.
Moje modlitwy – ławeczka, na której przysiada Paweł Pustelnik.
Moje modlitwy – poręcz powstrzymująca wiarę przed upadkiem w ciemność.
Moje modlitwy – magnolia odziana w adwent oczekiwania.
Moje modlitwy – próg nadziei, który przekraczam, by spotkać Twój uśmiech.
* * *
Zagajnik moich słów – drzewostan uczuć dziko zasadzony podmuchem wiatru. Zagajnik moich słów – drzewostan liter rosnących nad źródłem Twych ust. Zagajnik moich słów – szeleszczące wyznanie wiary w Twą cudowność.
* * *
Dwa Serca jednemu na imię Północ, drugiemu – Południe. Północ tuli się do Południa, wskazując swą dłonią Zachód. Południe za plecami ma Początek a przed sobą uwieńczenie wszystkiego. Przed Południem pieszczącym Północ wznosi się Brama eschatologicznego spełnienia.
* * *
Na Twojej twarzy świt dyskretnie anonsuje, budzący się Dzień.
* * *
Moja droga do Ciebie, Matko, to me wyciągnięte ramiona.
Twa droga do mnie to Twoje ramiona cementujące moje, zaprawą uścisku.
* * *
Oplotłaś się we mnie, Powój kremowo -szkarłatny. Kremowy jak zimowy przedświt, szkarłatny -tętniący krwią.
Przetykasz me plany pędami swych natchnień. Pętasz mnie, wpadam w uwalniającą niewolę.
* * *
Wesprzeć swą głowę na Twojej piersi, spijać z niej ciepły szmer Twego oddechu. Wsłuchać się w rytm bicia Twego Serca, rytm swego serca podporządkować jemu.
* * *
Kiedy patrzę na Ciebie, Matko, myślami wędruje ku niebiańskim pastwiskom, na których ludzkie tęsknoty wypoczywają w cieniu Ukojenia, a pragnienia gasi melodyjny pomruk, wybijającego ze Skały nasycenia.
* * *
Zdziwienie, które przyszło wraz z Twoim cieniem. Serdeczne spojrzenie Twojej obecności.
Światło Twoich oczu, które uderzyło serce, zanim dźwięk dotarł do skorupy duszy.
* * *
Gdy noc dławiła we mnie oddech życia, roztrzepotanymi rękoma, szukałam w przestrzeni jakiejś cząstki siły, przypadkowej molekuły mocy.
Stawałaś wtedy przede mną potężna Katedra, tajemnicze Sanktuarium, w którym zamieszkała Siła i Potęga, wszystkich epok i całego kosmosu.
Pozwalałaś się pochwycić mym oszalałym z bólu ramionom. Wczepiona w Ciebie, napełniałam płuca świeżym powietrzem, z radości krztusząc się darowanym oddechem.
* * *
,,Istnieje kopalnia srebra i miejsce, gdzie płuczą złoto. Na odludziu kopią chodniki, hen tam, gdzie noga się gubi, zawieszeni kołyszą się samotni” Hi 28, 1.4.
Łuczywo błądzących w mrokach!
Zsuwając się w mroczną głębie, na cienkiej linie zabezpieczeń, mając Twą ufność za przewodnika, wydłubuje uparcie z masy skalnej: diamenty Twej czystości, uśmiechy zastygłe w rubinie, szafirowe wejrzenia, natchnienia zastygłe w szmaragdowej masie.
* * *
Triumfalny łuk Twoich brwi wieńczy pieszczotliwe spojrzenie.
Uniesione powieki podwoje Twej duszy, wierzeje nieba, obnażają matczyne uczucia zastygłe w kawałku lipowego drzewa.
* * *
Wstęga Twych włosów, jak droga mleczna - nasza galaktyka, ociera się o rutynę i codzienność, pozostawiając na nich gwiezdny pył, wiecznego świętowania.
* * *
Usiądź proszę, Usiądź przy mnie.
Mów o Jedynym, mów o Nim w sobie, mów o Nim we mnie.
Milczeniem się stanę, gdy wypełnisz mnie po brzegi swą pasją, wsłuchiwania się w głos Boga.
* * *
Krzyżem swego Syna łączysz dalekie lądy ludzkich serc. Przerzucasz go nad bezdenną przepaścią samotności, otchłanią zwątpienia.
Pomiędzy stromymi zboczami odległych światów kładziesz znak zbawienia, jednocząc ludzkie serca najświętszym spoiwem miłości.
* * *
Pachniesz styczniowym porankiem majowym południem, lipcowym świtaniem październikowym wieczorem, czułością zasmuconych matek, chylących swe głowy nad płaczącym dzieckiem, zmęczeniem ojców, wracających z pracy z ciężkim i zatroskanym sercem, zniecierpliwieniem dzieci, tęskniących za dorosłością.
Jesteś powszednim zapachem każdego domu. Jesteś codziennością.
* * *
Ma rana krwawi wonną żywicą Twojej modlitwy.
Otaczasz mnie miękkim światłem, wprowadzając do bezpiecznej komnaty swego Macierzyństwa.
Wszechświat Twych dłoni, otwiera się na mnie, wszechświat mych myśli wtapia się w Ciebie.
W przytulnym uniwersum Twego Rodzicielstwa, wielki Konstruktor rozbudza mój uśpiony dynamizm.
* * *
By nie zadawalać się cieniem, bladym świadkiem Słońca, lecz wzrokiem chłonąć miękkie, ciepłe promienie wplecione w tęczówkę Twych oczu, Świetlista Zorzo ból nocy kojąca.
* * *
Kocham ten świat, który w rzeczywistości powszedniej godziny, pozwolił mim poznać Ciebie.
Kocham ten świat z którego gliny ukształtował Cię, przecudne Stworzenie, wspaniały Budowniczy wszechświata.
* * *
Głodna Twej miłości, codziennie rano modlę się o Ciebie jak o chleb, codziennie rano wyciągam ręce, by przywitać Cię.
Roztaczasz wokół mnie swą ukrytą obecność, zanurzasz w Bogu mą bezradność, koisz w samotności każde me wzburzenie, zatapiasz w krzyżu me cierpienie.
* * *
W Twoich oczach magnetyzm gwiazd.
Przyciągasz konstelacjami swych modlitw, czarne dziury grzechu, by wypełnić je szlachetną ciszą adoracji, by wyściełać je aksamitem uwielbienia…
…by uwić w nich bezpieczne gniazdko, w którym spocznie wiecznie trwała Miłość.
* * *
W najzimniejszej godzinie poranka cucisz mnie z odrętwienia. Podajesz dłonie mej zastygłej w lęku duszy.
Jesteś Wzorem dla mego zmagania, jesteś Zachętą, Nagrodą, Laurem zwycięstwa. Leśniowska Inspiratorka.
* * *
W Twych oczach, w których jestem bezpieczna, nie drżę ze złości ani ze strachu.
Wygasa przerażenie.
Śmie myśleć, że mnie kochasz.
* * *
Mą przygodą, Maryjo, Twe oczy pomiędzy kontynentami Twych skroni.
* * *
Wielkość tego, co szykujesz dla swoich dzieci, roztacza nad nami łunę zachwytu, rozlewa w nas falę Bożej łaskawości, roznieca w sercach pragnienie wspólnoty.
* * *
Zauroczona Twym spojrzeniem czerwienieje, pozbawiona sprzeciwu opadam, by poczuć ciepło Twej matczynej skóry.
Ze szczęścia wzrasta we mnie, zauroczenie Tobą.
Wnikam w Ciebie. A Ty, pozwalasz mi na to.
* * *
Tęsknić za Tobą, jak za cieniem w nocy.
Tęsknić za Tobą! Za pokornym Świadkiem Słońca.
* * *
Serce bije mi coraz szybciej, gdy gubię sprzed oczu cel mej życiowej podróży. Jestem coraz bardziej podenerwowana. Ludzie zachowują się inaczej niżbym chciała. Co gorsza, ja sama - sparaliżowana niepewnością i strachem – zachowuję się niezrozumiale.
Tętno odmierza prędkość myśli swobodnie przemierzających mą głowię. Dziwne oszołomienie, czyni mnie bezbronną, gdy niespodziewany zakręt przysłania mi cel mej życiowej podróży. Jestem coraz bardziej zdezorientowana. Ludzie patrzą się na mnie z niekrytym niesmakiem. A może tak mi się tylko wydaje… Rzeczywistość staje się trudna do zniesienia.
A więc przystaję, by następny krok oddać Tobie, by stał się Twoim ruchem ku wieczności. A więc przystaję, by natłok myśli oddać Tobie, byś wybrała jedną właściwą myśl, która się stanie mym zanurzeniem w kontemplacji woli Bożej. A więc przystaję, by me zagubienie oddać Tobie, bym stała się Twym cennym znaleziskiem, które ukryjesz w pancernej kasetce swej miłości.
* * *
Wiesz Mamo, ziemia, po której stąpasz jest cudowna, jej ciepło nawet zimą mnie otula.
Tego przyjemnego oddechu nie brakuje dla tych, którzy poddani tajemniczemu przewodnictwu, docieraj do Twej Leśniowskiej Izdebki.
Wiesz, ziemia jest tak cudowna, że pragnę na niej rozkwitać z rozkoszy ŻYCIA.
* * *
Miękko udeptana Leśniowska ziemia, Pokryta śladami Twego nawiedzenia.
* * *
Najpiękniejsze noce to te, gdy najbliżej człowieka jest jego Niepokalane szczęście.
Wtedy, gdy całuje jego rany z rodzicielskim namaszczeniem.
za swym błądzącym dzieckiem, tak mocno, że ono odczuwa tą tęsknotę i samo zaczyna tęsknić.
* * *
Gdy cień Ogrójca wpełza do mej duszy, Ty, Gwiazda Zaranna, podtrzymujesz me ramiona, by obarczone zmęczeniem nie stawiały oporu modlitwie.
* * *
Podmuchu, odpędzający morowe powietrze, napełniasz me płuca ożywczym Tchnieniem, bym zwyciężywszy w Panu mogła zawołać Cię po Imieniu.
czekając na Twą odpowiedź (wyłaniającą się z Tajemnicy), karmić się obrazem Twoim, rysą pamięci, którą pozostawiło po sobie nasze spotkanie.
* * *
Boże, mój Boże, szukam Cię w oczach Leśniowskiej Matki.
Tak pragnie Cię moja dusza. Wpatrzona w przedsionki Twej Świątyni, podziwiam kunszt Twej budowniczej ręki.
Z zachwytu rozpościeram ramiona, by pochwycić blask bijący z miejsca Najświętszego.
Me serce krwawi z nadmiaru szczęścia.
* * *
Droga Mleczna - stuła Najwyższego Kapłana wiąże tor mego życia z Twym nazaretańskim: TAK.
* * *
Stoisz stateczna, wpatrzona w przyczynę ludzkiego pośpiechu.
Z powiedzianych słów i skrytych spojrzeń, odczytujesz czas, który ludzi rozdziela, chwilę która ich jednoczy.
Stoisz stateczna Obserwatorka, dynamicznie wtapiając się w dzieje wielkiej rodziny ludzkiej, i w historię każdego pojedynczego człowieka.
* * *
Jesteś wszędzie rześkie Powietrze: na zatłoczonych dusznych ulicach; pośród rozgorączkowanego tłumu goniącego za uciekającym czasem; spieszysz się z nami do szkoły, do pracy, kościoła… Przemierzasz naszą codzienną wędrówkę, stającą się bezmyślną gonitwą.
Jesteś zawsze przy nas wytrwale uspokajająca.
* * *
Skonstruowana tak, a nie inaczej kocham Cię , metodą analityczną.
Rozkładam serce na elementy, by po kolei, jeden po drugim, definiować je Twoim życiem.
Tak, by stworzyć wielką teorię miłości.
* * *
Twoje Imię pachnie świeżą trawą, na której rozbawione dzieci, gonią ulotne motyle swych beztroskich lat, by z dojrzałym zachwytem wkroczyć w dorosłość.
* * *
Nasze życie przegrane, roztrwonione gonitwą za złudnymi przyjemnościami i wyobrażeniami, staje się wygraną, gdy pomnażasz je swą Matczyną miłością, podniesioną do potęgi Ojcowskiej miłości Boga.
* * *
Rozgniatasz nasze zeskorupiałe myślenie, jak orzeszek w swej dłoni.
wyłania się mięsiste ziarnko Bożego zamysłu, pełnego gęstego oleju mądrości, wabiącego aromatem życia.
* * *
Tylko Ty jesteś delikatnym Podmuchem, otulającym nas aromatyczną wonią Żywicy, kąpiącej z Drzewa Życia.
* * *
Ta jedna godzina zmienia świat cały: burzy przeszkody, buduje jedność, obdarza pokojem, rozpala radość, usuwa znużenie, napełnia zachwytem, oczyszcza z nienawiści, prowadzi ku miłości.
Ta jedna godzina w bliskości twego Serca.
*
Maryjo wszczep w serce moje choć cząstkę Serca Twego, by ta cząstka kochała we mnie niepokalaną miłością Boga, a z Nim i w Nim bliźniego.
*
Jedno uderzenie Twego Serca, rozbija wszelkie zapory gniewu, tamy uprzedzenia. Jedno uderzenie Twego Serca, czyni z zbrojnych fortec naszych serc, ciche domostwa pachnące wanilią gościnności.
* * *
Bóg w swoim Synu dotknął, w sposób jedyny i definitywny tajemnicy człowieka. Pochwyciwszy nasze człowieczeństwo w Twym łonie, Maryjo, stworzył je na nowo.
Jesteś naszym Przywilejem i Łaską niewypowiedzianą, bo w Tobie odwieczne Ojcostwo Boga otwiera się mocą Chrystusowej męki, i rozlewa się na nas wezbranymi nurtami Ducha Ożywiciela.
* * *
Twoje ramiona przytulne gniazdko uwite z świeżych pędów wrzosu, dające odpoczynek skrzydłom, znużonym niebem.
* * *
Bardziej mi bliska, niż ja sama dla siebie, bo jesteś obrazem tego, czym być powinnam. Jesteś Arsenałem mych możliwości, mej nieograniczonej godności, Skarbcem mego piękna.
niż ja sama dla siebie, tak bliska, że to, co moje we mnie jest tylko cieniem, buntem przeciwko temu, który jest Światłem.
* * * Ta ciemność, która jest we mnie, to mój dar dla Ciebie. O Piękna, Jasna, widzisz?
Ma ciemność sprawia, że: Twoja jasność jest jeszcze bardziej wyraźniejsza, blask wręcz oślepia, a ciepło łasi mocniej.
* * *
Wśród wielości barw i kształtów być małym liściem, w którego żyłach pulsuje zielona krew Twej szalonej miłości.
Wśród wielości zadań i wzniosłych dzieł, być dyskretnym obserwatorem i cichym odbiorcą.
a przestrzenią Twego matczynego spojrzenia, którą przecinają tory ciał niebieskich.
* * *
Nasze dłonie scalone spoiwem modlitwy.
Spojrzenia przemierzają przestrzeń między naszymi głowami z prędkością czułości.
przekazujemy sobie to wewnętrzne ciepło, którego zewnętrzny odpowiednik zamknięty jest w naszych dłoniach.
* * *
Żadne ziarenko nie ma w sobie takiego potencjału życia, jak Twe dłonie.
* * *
Mówiąc o Bogu, mówisz o sobie. Pomiędzy milczeniem a Tajemnicą zapala się małe światełko. To Twe ręce a w nich Życie.
* * *
W kołczanie Twego Serca strzały naszych tęsknot.
i wystrzel je ku niebu. Niech trafią wprost przed stopy Boga.
* * *
Twe oczy – gejzery, z których wytryska gorąca miłość.
* * *
Twe wyzwalające dłonie: wydobywają nas z więzienia egoizmu, zrywają sznury chciwości, przecinają liny uzależnień, uwalniasz nasze barki z jarzma rozpaczy i osamotnienia.
* * *
Tajemnicza biblijna Niewiasto!
Zdradzasz swym uśmiechem, jak ponieść ofiarę, której motywem jest miłość zaprawiona wolnością.
Ty jesteś naszą Pasją.
Dopingujesz nasze zaspane umysły do poszukiwania Przedwiecznego Słowa, które się ukrywa w Świętej Księdze naszych życiorysów.
* * *
Mijają dni a wraz z nimi my, mijamy się i spotykamy między wierszami codzienności.
* * *
Rylcu Ducha Świętego. Zapisujesz Słowo diamentowym ostrzem wieczności na kamiennych tablicach prozy naszej codzienności.
Czynisz ją Boską poezją.
* * *
Twe policzki nabrzmiałe serdecznością, jak wczesne liliowo –jarzębinowe chmurki, witają snop bursztynowego światła.
* * *
Armia promieni słońca oszołomiona Twym pięknem jak grupa rozbitków, błąka się po niebie, pragnąc spłynąć po szklistej rynnie powietrza na złoty pył piasku, po którym dreptasz.
* * *
Wszystkie moje uczynki opadaj na ziemię, jak liście strącone z drzewa jesiennym, gwałtownym wiatrem.
Rozpal iskrą swego westchnienia. Niech stanie się ogniem to, co nie chciało być miłością.
* * *
Ma oziębła dusza czeka. Dogorywa w niej ostatni płomyk szczęścia. Czym jest szczęście? Pytanie jak rzeka, okala mój umysł brunatnym powrozem niepewności.
Szukam wzrokiem na Twej Twarzy krystalicznego źródła, z którego wypływa odpowiedź: podnosząca na duchu, odbudowująca utraconą nadzieję.
* * *
Łagodna Pasterko, w Twej dłoni Laska Jessego, z Jej sękatego pnia wyrasta purpurowy Pączek Miłości.
Łagodna Przewodniczko stada, mała Owieczko w najczystszą wełnę odziana, w miękkie loczki wieczności.
* * *
Jak żółto-czarna włochata pszczoła, głośna powietrzna akrobatka, olśniona Twoim ogrodem, odurzona jego barwami i zapachem, wpadam w pajęczynę Twych zmarszczek, przeźroczystych żyłek Twej matczynej troki.
* * *
Każde ziarnko piasku, jak nie odkryta jeszcze galaktyka, tkwiąca w rowku Twego zmiętego płaszcza.
* * *
Uboga a mimo to tak bardzo królewska. Rzeźbiona ręka człowieka Kawałek lipowej przeszłości Dotyk teraźniejszości. Nieskończoność odległa na wyciągniecie serca.
Głębia pomiędzy Bogiem a szatanem.
Kawałek lipowej przeszłości wrastający korzeniem ciżemek w leśniowską glebę.
* * *
Me serce jest zadymioną szybką, która kiedyś blaskiem chrzcielnym lśniła w rękach Boga Ojca.
Me serce jest zadymioną szybką, którą niechcący wrzuciłam w palenisko grzechu. Jednym ruchem nieujarzmionej tęsknoty. Jednym ruchem zniecierpliwienia. Jednym ruchem pójścia na łatwiznę. Jednym odruchem odwrócenia się od Boga.
w której nikną złote promienie miłości. Me serce jest zadymioną szybką, która przysłania innym piękno Boga. Me serce jest zadymioną szybką, która zatrzymuje dla siebie ciepło czułości.
zetrzyj ze mnie czarną smugę sadzy. Skrajem swego płaszcza wygładź szorstką powierzchnię mego grzechem poniżenia. W miękkości swego welonu, ukryj to, co łaską odnowił Syn, błogosławieństwem potwierdził Ojciec, czystością opromienił Duch Święty.
która szmaragdowym lśnieniem wysławia niewolę Twego macierzyństwa.
* * *
Na Twej piersi zamknięta w krysztale fioletowa łuna zorzy polarnej.
* * *
Jesteś giętką zieloną Wikliną, z której Bóg wyplata kosze naszych serc.
* * *
Nasze uczynki jak sucha zeszłoroczna trawa. Ty-kawałek szkła skupiasz na sobie promienie Słońca.
Uczynki obracają się w popiół skruchy.
Nasze myśli jak zatęchłe powietrze w szczelnie zamkniętym domu. Ty Okno na Boży świat, otwierasz przed nami przestrzenie świeżości.
niosący w sobie pozostałości zimy. Ty Filtr dziewictwa odrzucasz od nas każdą nieczystość.
* * *
Pod Twoja dłonią, jak pod konarami drzewa, czekam wśród burzy aż zagubiona błyskawica Twego spojrzenia trafi w mą rozdygotaną duszę rozpalając ją płomieniem zadziwienia.
* * *
Na mą modlitwę nie bądź obojętna.
na brzydotę zakamuflowaną pod warstwą przemijającego piękną: modnych ciuchów, firmowych perfum, amerykańskiego samopoczucia…
Na mą modlitwę nie bądź nieczuła. Wiem, że trudno jest nazwać modlitwą mój pośpiech zmieszany z kilkoma słowami zawierzenia.
mych bezmyślnie wypowiedzianych słów, no i jeszcze tego roztargnienia, które spycha me myśli, na tor doczesnych przyjemności.
Wiem, że w tej stercie poplątanych słów skrywa się dziecięca szczerość, człowieka tęskniącego za szczęściem.
leży czysty okruch mego człowieczeństwa – który Biblia nazywa podobieństwem do Boga – weź go i ukryj w niewoli swego Serca.
Wiem, że w tym stogu siana zapodziała się srebrna igła mego oddania, którą – jeśli tylko odjedziesz – możesz przyszyć me pozorne szczęście do swej autentycznej miłości.
* * *
Tajemnice Boże wpisane w skóroryt matczynej twarzy
Znajome miękko zakończone horyzonty. Krajobraz miłości. Pejzaż uczuć.
* * *
Zatrzymać się przy Tobie, zaczerpnąć, by iść dalej, w głąb pustyni, w głąb tajemnicy człowieka, Boga.
Pochylić się, zaczerpnąć odpowiedzi, która kryje się za kurtyną Twych powiek. Odszyfrować, z układu Twych brwi drogę. Przyjrzeć się Twemu Sercu, by odgadnąć cel.
* * *
Każdego dnia uczę się kochać Ciebie, Matko, tak, by bez krzyku i ociągania, na twoje słowo wyruszyć na wielki połów.
Każdego dnia żywię się Twoja wiarą wszczepioną w sercach mych sióstr i braci, by na Twe skinienie ofiarować się z wraz z Twym Synem w eucharystycznym chlebie.
* * *
Aura zimowa - płatki Twych dotyków opadające na głowy pielgrzymów.
Aura wiosenna - promień Twej miłości topiący zmarzlinę smutku.
Aura letnia - snop naszych nowenn niesiony w Twych rękach.
Aura jesienna - jarzębina matczynych pocałunków spadająca w kosze naszych ust.
* * * Błogosławione me oczy bo widzą Ciebie – Niewiastę Protoewangelii, Urzeczywistnioną Zapowiedź, Uaktywnioną Miłość, która przez wieki drzemała w Sercu Boga.
* * *
Wspinam się ku Tobie na drabinie rzeczywistości.
Pewnie stąpam po szczeblach zapachów.
Po szczeblach smaków
Po szczeblach dźwięków
Po szczeblach anielskich skrzydeł.
Wspinam się na drabinie rzeczywistości Opartej na Doskonałości bezprzyczynowej
Wspinam się po drabinie czasu wczepionej w wieczność.
* * *
Jak góra swym szczytem brodzi w strumieniu puszystych chmur. Tak brodzę swymi myślami w potoku Twej łaski.
* * *
Złote koszyczki arniki zasuszone złoto mych modlitw połóż na serca stłuczone, poparzone pogonią, zmysłowością, złością…
Złote koszyczki arniki, zasuszone złoto mych modlitw włóż do apteczki Twego wstawiennictwa.
* * *
,,Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” J 15,5
W Tobie… W Nim… W Was…
- W donicę Twego matczynego dotyku
Napojona kroplą Twego uśmiechu
Wzrastają me pędy, by w czasie żniw wytrzymać napór ciężaru dojrzewających owoców
W Tobie… W Nim… W Was…
Twe macierzyństwo wszczepione w Serce Boga - W ogród Jego ojcowskich pieszczot
Napojona strugą zbawczego zamysłu Dźwigasz na swym prawym ramieniu Owoc błogosławieństwa A lewym podtrzymujesz dojrzewające owoce mego Tobą zniewolenia
W Tobie… W Nim… W Was…
* * *
Wąska szczelina Twych powiek
Wąska droga Wąska brama
Prześwit mego nie - bycia i stawania się
Prześwit jednoczenia się mego ja z prawdziwym Jestem
* * *
Jesteś Wodą, która rzeźbi we mnie głębokie koryta cierpliwego trwania.
Twe płynne ruchy i me milczące poddanie zwiastują gwałtowną ulewę czułości.
Uparcie kształtujesz w twardej materii mego egzystowania sieć melioracyjną wiary.
Swą żmudną pracą reanimujesz me obumierające z pragnienia ,,jestem”.
* * *
Wzruszyłam się wiatrem, który niespodziewanie zamieszkał w moich źrenicach.
który wcześniej gościł pod Twymi powiekami.
Wzruszyłam się wiatrem, który znajdzie sobie jeszcze nie jedno mieszkanie i wzruszy nie jedno serce wspomnieniem Twych oczu
* * *
Widzę Cię brzemiennie piękną. Pod Twoim Niepokalanym Sercem, bije inne serce. Maleńkie i delikatne, jak śnieżna gwiazdka.
Widzę Cię brzemiennie piękną. Stoisz w swym niebiańskim majestacie – pokornie ziemska. W Twym czysty łonie, rozkwita życie. Kruche i nieskończone w swej skończoności.
Widzę Cię brzemiennie piękną. Aksamitna sukienka przylega do Twego uwielbionego ciała. Zaś macierzyńska czułość - skumulowana w Twej jedwabiście miękkiej dłoni - ociera się o święcie nabrzmiały brzuch.
Widzę Cię brzemiennie piękną. Tajemnicza barwa Twych źrenic wtapia się w boską tęczówkę wcielonego Syna. W ciszy kontemplujecie swą miłość, w milczeniu błogosławicie nowe życie.
Zamykam oczy i widzę Cię brzemiennie piękną, adorującą Jezusa, który kreśli na Twym brzuchu znak odkupienia.
Czuję jak spływa na mnie ciepło ręki Boga. Czuję Jego uśmiech i wypowiedziane szeptem: Czekam. Zamykam oczy. Z każdej mej strony ściany Twej macierzyńskiej niewoli. Z każdej mej strony Twe brzemienne piękno.
* * * Innych zeznań nie będzie jak tylko to: zagrabiałam dla siebie świat. Me serce spopielałe od tęsknoty przywłaszczało sobie wszystko. Beczką bez dna były me pragnienia. Łapczywymi mackami swych aspiracji obejmowałam ludzkie serca. Swe piękne marzenia sprofanowałam zachłannością i bezkrytycyzmem. Na modlitwie byłam ślepa, głucha i niema. A dobroć Boga dostrzegałam tylko wtedy, gdy była mi potrzebna Innego oświadczenia nie będzie jak tylko to: świadoma swej winy błagam Cię, Leśniowska Królowo, o wyrok najwyższy – dożywocie w niewoli Twego czystego Serca.
* * *
Otwarcie Twych oczu to nagła erupcja radosnego spojrzenia. Spływa gorąca lawa czułości po mych oczach. Ślepnę oniemiała z zachwytu.
* * *
Jesteś Edyktem mego ocalenia, który wydał Ojciec, zapisując kartę Twego łona niezniszczalnym Słowem.
Jesteś Edyktem mego ocalenia, który pieczętowany mocą Ducha Świętego nabrał mocy prawnej.
* * *
Nurkuję w toni Twojego uśmiechu, im głębiej schodzę wzrasta ciśnienie miłości - rozsadzające me serce szczęściem.
* * *
Ziemia obłóczona deszczem milczy wilgotnie nieśmiała dostrzegając nagość mego ciała przyodzianą w Twą darmową miłość.
Autor: Kamila Jędrusińska |