Kiedy chłopiec staje się mężczyzną?

 

Dorastanie dzieci, a w szczególności chłopców, jest chyba największym naszym rodzicielskim wyzwaniem. Ale nie tylko naszym. Wszystkie narody świata musiały mu sprostać. W większości tradycyjnych kultur w świat męski wprowadzali i wprowadzają chłopców dorośli mężczyźni...

Najgorsze, co możemy zrobić dorastającym chłopcom, to zostawić ich samym sobie.

Plemię Lakota (które poznaliśmy dzięki filmowi „Tańczący z wilkami”), szczycące się wyjątkowo dobrymi relacjami między mężczyznami i kobietami, praktykowało obrzęd z udziałem dorastających chłopców. Mniej więcej w wieku 14 lat wyruszali oni, by „szukać wizji”, a tak naprawdę przejść próbę inicjacji. Polegała ona na tym, że chłopak siedział na szczycie góry i pościł, czekając na wizję, a raczej na halucynacje spowodowane głodem. Pojawiające się w owej wizji zwierzę miało odtąd przekazywać wiadomości ze świata przodków i wskazywać mu drogę w życiu. W samotności, trzęsąc się ze strachu i głodu, chłopiec słyszał na dole rzekome ryki pum, które w rzeczywistości naśladowali mężczyźni, straszący go, ale i czuwający, aby nic mu się nie stało. Gdy w końcu powracał do plemienia, odpowiednio świętowano jego odwagę. Od tego dnia nie wolno mu było zwracać się bezpośrednio do matki. A matki Lakotów były bardzo związane z dziećmi i darzyły je ogromną czułością. Lakotowie wierzyli bowiem, że gdyby chłopiec przemówił do matki bezpośrednio po wejściu w krąg dorosłych, siła jego dzieciństwa mogłaby się okazać tak wielka, że pozostałby w świecie kobiet i nigdy nie przekroczył progu dorosłości.

Po dwóch latach odbywała się ceremonia ponownego połączenia matki i syna. Teraz jednak był on już mężczyzną i mógł zwracać się do niej jak dorosły. Dla matek Lakotów nagrodą za „uwolnienie synów” była pewność, że powrócą do nich jako pełni szacunku i przyjaźni mężczyźni.

W społeczeństwach tradycyjnych – od Eskimosów po mieszkańców Afryki – niezależnie od czasu i miejsca kilkunastoletnich chłopców otaczała opieka całej społeczności. Tamte kultury wiedziały coś, czego my się dopiero uczymy: że rodzicom trudno jest wychować nastoletnich synów bez pomocy innych, godnych zaufania i gotowych do zaangażowania się dorosłych.

Dlaczego to takie istotne? To, że ojciec kocha swojego syna, nie znaczy, że potrafi nauczyć go tego, co dla mężczyzny w życiu ważne. Dzisiejsi młodzi mężczyźni tkwią często w dziwnych, pozbawionych bliskości albo infantylnych relacjach przez całe życie. Psychologowie zauważają, że współcześni synowie, którzy nie przechodzą męskiej inicjacji, nie umieją do końca uwolnić się od matek. Dlatego wobec wszystkich kobiet zachowują się niedojrzale i są od nich zależni. Nie wchodzą do społeczności mężczyzn, więc innych mężczyzn traktują nieufnie i mają niewielu prawdziwych przyjaciół. Obawiają się też zaangażowania w związki z kobietami, gdyż to kojarzy się im z matkowaniem, czyli nieustanną kontrolą. Wyrastają na ludzi, którzy nie przynależą „ani tu, ani tam”.


Azymut na ojca 


Jak temu zapobiec? Jak pomóc chłopcom zbudować męską tożsamość? To zadanie zarówno dla matek, jak i ojców, ale dla ojców w szczególności. Powinni oni aktywnie towarzyszyć synom we wszystkich etapach rozwoju, a już ze zdwojoną uwagą od 6. roku życia. W tym wieku nawet malec, który rzadko oglądał telewizję, nagle chce walczyć na miecze, nosić pelerynę Supermana, mocować się i robić dużo hałasu. Mniej więcej w wieku sześciu lat mali chłopcy „biorą azymut” na ojców. Chcą z nimi przebywać i ich naśladować.


Jeśli tata ignoruje syna w tym okresie, ten robi wszystko, aby zwrócić na siebie uwagę. Moczy się w nocy, zaczyna kraść, zachowuje się agresywnie w szkole. Ale to nie znaczy, że w tym czasie mama chłopca zupełnie opuszcza scenę. Dawniej brytyjskie klasy wyższe wysyłały swoich synów do szkół z internatem, aby zmężnieli. Psychologowie przestrzegają przed taką izolacją od rodziny. Chłopcy powinni wiedzieć, że mogą liczyć na oboje rodziców. Jeśli matka z jakichś powodów wycofuje się z kontaktu z synem we wczesnych latach jego życia, naraża go na stłumienie wrażliwości. Taki chłopiec jako dorosły mężczyzna może mieć trudności z wyrażaniem czułości wobec partnerki lub dzieci.


Między 6. a 14. rokiem życia ojciec ma szansę wpłynąć na rozwój syna i zbudować podstawy jego męskości. Liczą się drobnostki: wspólne uprawianie sportów, spacery i rozmowy o życiu, opowiadanie o własnym dzieciństwie. Nie wolno zrażać się, gdy syn przybiera pozę luzaka lub twardziela nieskorego do porozumienia. To często jedynie maska, pod którą skrywa się łaknący czułości, wrażliwy chłopiec.


Około 14. roku życia syn przechodzi kolejną fazę szybkiego wzrostu, a w jego organizmie zachodzi niezwykła przemiana: poziom testosteronu wzrasta niemal o 800 procent! Większość chłopców w tym wieku staje się konfliktowa, niespokojna i humorzasta. Nie znaczy to, że młodzi chłopcy są źli. Po prostu rodzi się ich nowa tożsamość, a takim narodzinom zawsze towarzyszą zmagania. Chłopcy muszą odpowiedzieć sobie na ważne pytania, stawić czoło nowym wyzwaniom, nauczyć się umiejętności potrzebnych w życiu, a biologiczny zegar gna ich do przodu.


Steve Biddulph uważa, że w tym okresie my, dorośli, najczęściej zawodzimy chłopców. Co im oferujemy? Więcej nauki, rutynowych działań, traktujemy ich jak małe dzieci, kontrolujemy. Tymczasem są oni gotowi do podjęcia się poważnych zadań. Potrzebne jest coś, co zafascynuje chłopca, nakłoni go do twórczego wysiłku, wciągnie w jakąś pasję, która doda mu skrzydeł. Biddulph pisze: „Wszystkie kłopoty, o których rodzice śnią w sennych koszmarach (ryzykanctwo, alkohol, narkotyki), pojawiają się, ponieważ nie znajdujemy ujścia dla pragnień młodych ludzi marzących o sławie i bohaterstwie. Chłopcy obserwują otaczającą ich społeczność i nie widzą nic, w co mogliby uwierzyć lub do czego chcieliby się przyłączyć. Chcieliby skoczyć w jakiś lepszy świat, gdzieś wyżej, ale wokół siebie nie widzą takiego miejsca”.


W męskim kręgu


W tym wieku młodzi mężczyźni zaczynają tworzyć własne życie. Przeżywają doświadczenia, o których nie mamy pojęcia, wikłają się w ryzykowne przygody, na które nie mamy wpływu. To nas przeraża. Czternastolatek nie jest w stanie wejść samodzielnie w dorosłość. W jego życiu powinien zatem pojawić się ktoś, kto stanie się czymś w rodzaju pomostu. Właśnie taką funkcję pełnią mentorzy. Mentor to ktoś więcej niż nauczyciel czy trener – dla dziecka jest osobą wyjątkową. Nastolatek nie zawsze posłucha rodziców, to wbrew jego naturze. Ale mentora – to co innego. Właśnie on powinien pomagać chłopcu znosić porażki, które są w tym okresie życia z jednej strony fundamentalnym doświadczeniem, a z drugiej – mogą okazać się tragiczne w skutkach.


Dla nastoletnich chłopców ogromne znaczenie ma społeczność, w jakiej przyszło im spędzać czas. Może to być prospołeczna szkoła, krąg przyjaciół, których łączy silna więź, rodzinnie nastawiona drużyna sportowa czy dynamiczna parafia. Jak wykazują badania, rodzice odizolowani od społeczności zaszczepiają podobny styl życia dzieciom, co kończy się próbą wejścia nastolatków w jakąkolwiek grupę, najczęściej nieodpowiednią.


Kiedy brakuje młodemu chłopcu wsparcia ze strony grupy lub mentora, czeka go na drodze do dorosłości wiele wybojów. Może wszystkie swoje siły skierować na walkę z rodzicami, może zamknąć się w sobie albo popaść w depresję. Kontakt z rodzicami, choćby najwspanialszy, nie zastąpi nastolatkowi relacji z rówieśnikami i innymi dorosłymi. Z ankiety przeprowadzonej przez Steve’a Biddupha wynika, że czasem wystarczy jeden mądry dorosły spoza rodziny, aby zapobiec przestępstwu popełnianemu przez nastolatka.

To nieprawda, że młodych chłopców pociąga destrukcja. Oni rozpaczliwie próbują nadać swojemu życiu ład i kierunek. Jedni zaczynają chodzić do kościoła, inni wybierają religię Wschodu, jeszcze inni uciekają w internet, muzykę, sport, gangi. Jak pokazują badania, dzisiejsze grupy rówieśnicze nie do końca dają młodemu chłopcu wsparcie. Często składają się z takich samych zagubionych, samotnych chłopców. Dlatego tak istotne jest zapewnienie młodemu mężczyźnie tego, co kiedyś dawała mu wielopokoleniowa rodzina złożona z dziadków, wujków, stryjecznych i ciotecznych braci.


Najgorsze, co możemy zrobić dorastającym chłopcom, to pozostawić ich samym sobie. Ważna jest nie tylko obecność matki, na ogół nieopuszczającej psychicznie syna, nie do przecenienia jest też rola ojca, który coraz bardziej świadomie angażuje się w wychowanie. Jednak dla kształtowania męskiej tożsamości nie mniej istotna jest rola innych mądrych, odpowiedzialnych dorosłych, którzy staną na jego drodze. Zadbajmy, aby byli to odpowiedni ludzie.

 

Alina Gutek


Na podstawie książki Steve’a Biddulpha „Wychowanie chłopców”, Rebis, Poznań 2004