|
|
|
To było takie proste |
|
To było takie proste, gdy przychodziłeś podrapany, posiniaczony, rozbeczany, gramolić się jej na kolana, wtulić głowę i słuchać, jak bije jej serce. Serce, które na pewno kocha. Płacz przechodził w pochlipywanie... Odpływała gorycz... Było ci dobrze tak, że aż zasypiałeś.
Potem przyszedł okres, gdy denerwowała cię jej dobroć. Tego, że niczego nie rozumiała z twoich nastoletnich spraw. Nie mogłeś znieść jej milczenia i smutnego spojrzenia, gdy zrobiłeś coś złego. Niechby zrobiła awanturę, niechby krzyczała, nawet zbiła.
Nadszedł dzień, kiedy poszedłeś w świat. Z wielkimi nadziejami i planami, pełen wiary w swoje możliwości i szczęście. Przez lata, które minęły, spiętrzyło się w tobie zło, stwardniałeś w egoizmie, stykając się z surowym światem. A teraz wracasz, tak jak wtedy rozżalony. Do niej. W pokoju jest cicho, czyściutko jak dawniej. Matka pomiędzy meblami krząta się ucieszona, że przyszedłeś. „Może napijesz się herbaty?” Napijesz się, bo to ci da okazję zatrzymania się tu dłużej. Ona nie wie i nigdy nie będzie wiedzieć, jak ci tego powrotu było potrzeba. Może później podejdzie i pocałuje twoją głowę, nie wiedząc nawet, jak bardzo na to czekałeś. Czujesz, że odpływa twoja złość, rozgoryczenie na cały świat; jak bierzesz w siebie światło - jej dobroć.
Kto dzisiaj jeszcze chce być matką – człowiekiem na etacie poświęcającego się? Pozostać dziewczyną. Na zawsze, do śmierci. Nawet wtedy, gdy będą dzieci. Niech je szkoła, koledzy, niech je zabawki wychowują. Byle nie przeszkadzało, nie obciążało, byle było jak najmniej w domu. I tak nam słowo „matka” zblakło. Nam – tak histerycznie poszukującym miłości.
Maryjo – w Tobie składam hołd tym kobietom, które część swojego życia oddały drugiemu człowiekowi: ciągi nieprzespanych nocy, dnie wypełnione gotowaniem, drżeniem o każdy kaszel; w bezustannym zabieganiu, żeby ze wszystkim zdążyć, potem troską o każdy samodzielny krok małego człowieka, który zaczyna nieporadnie wchodzić w życie. W Tobie oddaję hołd kobietom, które słowu „kocham” nadały najpełniejszy kształt.
Bądź nam Matką, Maryjo. Uczyń z nas swoje dzieci. Spraw, abyśmy umieli zgodzić się na swój los, jak Ty; znosić biedę i upokorzenia, jak Ty; szukać Jezusa i cierpieć jak Ty; modlić się jak Ty w wieczerniku, czekając na zesłanie Ducha Świętego.
PROSIMY CIĘ, UCZYŃ Z NAS SWOJE DZIECI. BĄDŹ NAM MATKĄ.
|