|
|
|
Brat Fabian, Leśniów |
|
Miejsce, które stało się moim domem…
Na początku mojej drogi powołania, nawet nie pomyślałem, że to miejsce, ten klasztor, to sanktuarium stanie się moim - najbliższym memu sercu - domem. Domem, w którym pierwsze, zaraz po Jezusie, miejsce, zajmuje Maryja, Leśniowska Pani, Patronka Rodzin.
Miałem 27 lat, byłem już po wojsku, kiedy zgłosiłem się do Ojców Paulinów z prośbą o przyjęcie mnie do Zakonu. Przez 6 miesięcy byłem kandydatem na Jasnej Górze. Wtedy też nosiłem w swym sercu nadzieję, że już tam zostanę, ale wysłano mnie do Leśniowa, do nowicjatu, który rozpocząłem w 1958 roku. Magistrem w tym czasie był o. Antoni Sokol, a Przeorem klasztoru o. January.
Pochodzę ze wsi i żadnej pracy się nie bałem, dlatego gdy Ojciec Magister zobaczył, że dobrze wypełniam swoje obowiązki, to wysłał mnie, aby jakoś zagospodarować teren, na którym teraz jest lasek, zaraz niedaleko boiska. W wojsku nauczyłem się, jak się robi alejki i przy pomocy jeszcze jednego brata, zrobiliśmy takie alejki w lasku, który teraz już bardzo się rozrósł. Później pomagałem także Br. Pachomiuszowi w gospodarstwie i Br. Sergiuszowi w ogrodzie. I tak minął mi nowicjat, uwieńczony złożeniem pierwszych ślubów zakonnych w 1960 roku.
W między czasie Ojciec Paweł powiedział mi, że pewnie zostanę po ślubach w Leśniowie. Ja jednak zawsze chciałem służyć Matce Bożej na Jasnej Górze. Byłem trochę rozczarowany tym faktem, ale skoro taka była wola Boża, więc pragnąłem ją przyjąć i wypełnić. Przyjąłem dekret i objąłem obowiązki w gospodarstwie. Ojciec Antoni obiecał mi, w razie konieczności, pomoc Nowicjuszy, ale Nowicjat wyjechał 1 września 1960 roku i tak zostałem sam. W tym czasie pomagała mi Pani, która zajmowała się trzodą chlewną i młody chłopak. Z czasem jednak zostałem sam i jakoś musiałem sobie radzić. Gdy była potrzeba, pomagali mi okoliczni mieszkańcy i ministranci: Ireneusz Pompa (późniejszy Ojciec Paulin), Eugeniusz Szpak, Krzysztof Kowalski i inni. W 1970 roku Nowicjat powrócił do Leśniowa i było już lżej. Bracia Nowicjusze do dziś pomagają, choć gospodarstwo już nie jest takie duże i bardzo się unowocześniło.
Pobyt tutaj jest dla mnie nieustannie wielkim przeżyciem. Sam fakt, że jest tu Nowicjat, sprawia, że mobilizuję się do coraz większej służby Panu Bogu, Maryi i drugiemu człowiekowi.
Lecz największym skarbem dla mnie jest to, że moje zwykłe codzienne życie toczy się pod jednym dachem z Jezusem i Maryją. Leśniów, Zakon i cały Kościół stał się dla mnie wszystkim. Teraz coraz bardziej doceniam to, że wychowywałem się w rodzinie katolickiej; że jestem w Zakonie, który kocham; że mogę służyć każdego dnia Bogu i Matce Bożej. I dziś dziękuję także Bogu za to, że jednak po ślubach tu zostałem. Nigdy nie prosiłem o przeniesienie, ale nawet, gdy Ojciec Generał chciał mnie wziąć na Jasną Górę, to nasz ówczesny Ojciec Przeor Antoni wstawił się za mną i pozostałem aż do dziś w Leśniowie.
Br. Fabian, Leśniów |